- A wtedy zły czarnoksiężnik...
- przerwałam, spoglądając na siostrzyczkę, która zapadła w
słodki sen, nie poznawszy nieszczęśliwych losów pięknej
księżniczki. Dziewczynka spała opierając głowę na moim
ramieniu, przytulając do piersi pluszaka – tego samego, którego
dostała od nieznajomej jej osoby. Ja niestety znałam tego człowieka
aż za dobrze, choć tak bardzo chciałabym, by dla mnie też był
zwykłym nieznajomym.
Uśmiechnęłam się na myśl, że
wygląda jak aniołek. Wiele osób, widząc ją śpiącą albo na
zdjęciu, stwierdzało z zachwytem, że brakuje jej tylko skrzydełek,
jednak każdy zmieniał zdanie widząc ją w akcji. Wygląd i
zachowanie małej nie mogły bardziej ze sobą kontrastować.
Odgarnęłam z jej pucołowatej
twarzy złote loczki, które wpadały do na wpół otwartych ust.
Dziewczynka poruszyła się niespokojnie, zamknęła buzię i mocniej
przycisnęła misia do piersi, lecz wciąż spała.
- Jesteś najsłodszym śpiochem na
świecie – wyszeptałam zgodnie z prawdą i zostawiłam całusa na
dziecięcym czole.
Podniosłam ją i skrzywiłam się,
bo nie była aż tak lekka, jak się wydawała. Usiłując wstać z
tym niespodziewanie dużym ciężarem, zgasiłam nocną lampkę i po
omacku szłam w stronę drzwi. Pomyślałam z ulgą, że dziś już
nie będę musiała wysłuchiwać wrzasków tego małego potwora, gdy
natrafiłam stopą na coś miękkiego. Miękkiego i... żywego.
Błogą ciszę nagle przerwało
głośne „miauuu!”.
- Co mu zrobiłaś?! - usłyszałam
pisk niemal w tym samym momencie i dostałam miśkiem w twarz.
Nagle wybudzona siostra okładała
mnie pluszakiem raz za razem, a plastikowy nos odbijał się boleśnie
od mojego. Zacisnęłam usta, żeby nie dostać w zęby, a pomiędzy
uderzeniami udało mi się wykrztusić:
- Zo... staw... mnie... To... bo...
aaał! - krzyknęłam, kiedy kot, najwyraźniej żądny zemsty, wbił
pazury w moją stopę.
Gwałtownie odskoczyłam w bok.
Wierzgająca się siostra wypadła z mych objęć, upadła na kolana
zarabiając kilka siniaków i przeraźliwym wrzaskiem zaczęła
informować o tym wszechświat. Klęknęłam obok niej, żeby w jakiś
sposób ją uciszyć, lecz ona, pogrążona w histerii myślą, że
pulchne kolana oszpecą paskudne siniaki, wymachiwała rękami na
wszystkie strony. Mnie przy tym znów uderzyła w nos, a kota
pociągnęła za ogon. Zwierzak zawtórował dziewczynce, lecz ta go
przekrzyczała.
Zamknęłam oczy, obrzucając w
myślach siostrę najróżniejszymi wyzwiskami, których nie
odważyłabym się wymówić, i wymyślając scenariusz programu
kulinarnego „Kot na tysiąc sposobów”.
Kiedy krzyki nie ustawały,
otworzyłam oczy... i to był mój błąd. Mimo ciemności, widziałam
wszystko doskonale. Załamana tym, co dziecko robi kotu, wydałam z
siebie potężny ryk frustracji i położyłam się na podłodze.
Poddaję się.
A to jest po prostu dzień jak co
dzień.
***
When you go, would you even turn to say: "I don't love you like I did yesterday"... <klik>
- Kłamiesz!
Wykrzyczałam to jedno
słowo tak nagle, że z przerażeniem zaczęłam wymachiwać
wszystkimi kończynami i pościel znalazła się na podłodze. Wciąż
nie wiedząc, czy na pewno się obudziłam, rozejrzałam się po
pokoju. Było ciemno, więc musiała być noc. Sprawdziłam zegarek –
trzecia w nocy. Zamknęłam oczy, żeby uspokoić przyspieszony
oddech i spróbować zasnąć, lecz natychmiast tego pożałowałam,
bo pod powiekami zobaczyłam tego mężczyznę. Mężczyznę z mojego
snu.
Nie kocham cię, mówił.
Jego usta poruszały się w zwolnionym tempie, jak na filmie. Jesteś
dla mnie nikim. Wciąż to powtarzały usta, które tak dobrze
znałam. Usta, całujące mnie w czoło na dobranoc.
Byłam ciekawa, czy mój
ojciec naprawdę tak myślał? Bo gdy odchodził, nie powiedział
nic... Ale czy nie to było powodem jego odejścia? Czy tak po prostu
przestał nas kochać, czy może zawsze byłyśmy dla niego nikim?
Przestań rozmyślać!,
krzyknęłam sama na siebie i zacisnęłam dłoń tak, żeby wbić w
nią paznokcie i wrócić do rzeczywistości.
I wtedy przeniosłam
wzrok na drugą rękę, w której trzymałam misia. Prezent dla małej
Lany... i znów wspomnienia.
Pluszak wpatrywał się
we mnie świecącymi w ciemności ślepiami.
Cisnęłam go za łóżko.
A niech cię zjedzą
pająki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz